Sennheiser HD7-DJ

Sennheiser HD7-DJ

I’ve been using those headphones since May 2015, and i have to say they’re amazing.
When i listened those for a first time at the store, they really stand out from other headphones in the price range. The build quality is stunning, they’re designed to last for years, not like some other „DJ” headphones on the market. Very flexible headband, which is almost impossible to break in everyday use, even harsh club enviroment. The earcups are made from very high quality plastic, which looks and feels really nice and „high-end”. Also they’re delivered with 2 type of earpads – leather and velour, both very soft and comfortable. The clamping force feels pretty strong, but i think it’s a good thing in the club and on the street.
The HD7-DJ also comes with 2 detachable cables – straight and coiled, both really high quality and with protection from accidental breaking off. And also, you get a very nice case for the heaphones, providing space for headphones itself, cables and earpads. Very practical thing.

The headphones are foldable, which is almost standard for DJ type cans.
Sound quality is great, the bass is pretty huge but not overwhelming, mids are clear and the highs are soft, but perfectly listenable. Also the soundstage is fantastic for the closed type headphones. The great thing about HD7-DJ is really high sensitivity and 95 Ohm impedance – so the listener can get very high sound levels even from regular smatphone or portable music player
and can be used as a portable headphones without any problem – offcourse if you like to wear bigger cans. The isolation is also great – i’ve been using HD7’s on the streets, busses, trains and never had any problem with listening to my music. What more can i say? I strongly recommend this model to any DJ and person looking for durable, very well designed and great sounding headphones.

Specs:

Impedance 95 Ohm
Frequency response 8 – 30,000 Hz
Sound pressure level (SPL) 115 dB (1 kHz/1Vrms)
THD, total harmonic distortion <0.1%
Contact pressure 6.3 N
Ear coupling circumaural
Jack plug 3.5mm straight
Cable length coiled 1.5m-3.0m, straight 3.0m
Transducer principle dynamic, closed
Load rating 500 mW
Weight w/o cable 263 g

What’s in the box?

HD7 DJ headphones
Cable 1: Coiled; 1.5m, stretchable to 3.0m / 3.5mm straight plug
Cable 2: Straight; 3.0 m / 3.5 mm straight plug
6.3mm adaptor plug
Additional velour earpads
Premium carry case
Manuals

Sennheiser HD 650

W posiadanie tytułowego modelu słuchawek wszedłem w 2014 roku, w okolicach Kwietnia. W tym czasie szukałem słuchawek, które w pewnym stopniu mogłyby zastąpić mi monitory studyjne bliskiego pola.
Lektura kilku zagranicznych forów internetowych przesądziła o zakupie właśnie tego modelu.
Od momentu zakupu niebawem minie rok i muszę powiedzieć, że swojej decyzji nie żałuję. Ale po kolei.

Sennheiser HD 650 są słuchawkami otwartymi, tzn. nie izolują dźwięków docierających z otoczenia, ani nie tłumią dźwięków wydobywających się ze słuchawek. Wobec tego nie nadają się zbytnio jako odsłuch dla wokalisty czy instrumentalisty w studiu nagraniowym, gdzie czułe mikrofony mogłyby rejestrować dźwięki wydobywające się ze słuchawek.

Nadają się natomiast doskonale dla realizatora. Dlaczego? Bardzo dobrze naśladują brzmienie monitorów studyjnych. Oczywiście zwolennicy monitorów powiedzą, że słuchawki absolutnie się do miksowania nie nadają, jednak w praktyce, spora rzesza ludzi korzysta z powodzeniem z takiego rozwiązania. HD 650 jest jednym z niewielu modeli który idealnie nadaje się do tego celu. Podpięte do wyjścia słuchawkowego dobrej karty dźwiękowej (nawet dość budżetowej Audiotrak Maya U5) czy wzmacniacza zintegrowanego zapewniają bardzo wierne odzwierciedlenie tego co w materiale dźwiękowym się dzieje. Popularnym twierdzeniem jest, że doskonale „skalują” ze sprzętem, tzn. im wyższej klasy wzmacniacz słuchawkowy, tym bardziej słyszalna jest klasa tych słuchawek. Niestety nie miałem okazji testować ich z tej klasy wzmacniaczem http://www.gracedesign.com/products/m902/m902.htm, który jest często polecany do pracy z tym modelem. Na codzień używam ich natomiast z Presonus Audiobox USB, czasem wspomnianej Maya u5, lub wpiętych do starego amplitunera firmy Pioneer (sx-203rds). Smartfony – niestety większość wypada dość kiepsko jako źródło dźwięku 🙂 (wyjątki to iphone 4,4s,5,5s,6 – htc one m8, samsung galaxy s3,s4,s5 – oczywiście z tych które miałem okazję testować).

Mogę natomiast napisać, że nawet po podpięciu bezpośrednio do wyjścia słuchawkowego Macbooka Pro – dźwięk jest co najmniej świetny 🙂

Nie będę rozpisywał się o brzmieniu, myślę, że warto zrobić wycieczkę do najbliższego sklepu i samemu posłuchać (warto podłączyć pod jakieś „sensowne” źródło ).

W skrócie – jest bardzo przestrzenne, z bardzo dobrze odwzorowanym dołem i średnicą pasma, bogate w szczegóły.  Górne pasma częstotliwości są bardzo przejrzyste, jednak bez cienia „ostrości”. Dźwięk jest bardzo naturalny.  Wiele osób preferuje model HD – 600 – który gra nieco „jaśniej” i z mniej wyeksponowanym dolnym pasmem – również warty odsłuchania – konstrukcyjnie prawie identyczny.

A skoro o konstrukcji mowa – słuchawki mają „modularną” budowę. Praktycznie każdą część – począwszy od pałąka a na kablu kończąc – można bez żadnego problemu wymienić.

Słuchawki są bardzo, bardzo wygodne. Poduszki (nauszniki) są wykonane z bardzo delikatnego, aksamitnego materiału. Nawet osoby o większych małżowinach powinny czuć się komfortowo mając je na głowie. Nawet podczas wielogodzinnych sesji.

Podsumowując, jeśli z jakiegoś powodu (wrażliwi sąsiedzi z zza ściany lub z piętra niżej, lub brak adaptacji akustycznej w pomieszczeniu odsłuchowym) nie możesz korzystać z monitorów bliskiego pola, możesz z powodzeniem użyć słuchawek Sennheiser HD 650. Później wystarczy posłuchać na różnych sprzętach (radio w kuchni, u kumpla w aucie, na kinie domowym itd, nawet na smartfonie). A jeśli zapragniesz po prostu posłuchać muzyki – to te słuchawki dostarczą Ci niezapomnianych wrażeń. W mojej ocenie to 11/10. Sprawdź sam.

 

 

 

 

 

 

3 lata z Macbookiem Pro (część pierwsza)

Pamiętam jak dziś, dzień w którym kupiłem swój obecny komputer, jakim jest Macbook Pro 13, model z końca 2011 roku. Kto by pomyślał, że tak szybko miną te trzy lata.

Jako wieloletni użytkownik peceta, nigdy nie brałem pod uwagę zakupu sprzętu z nadgryzionym jabłkiem. Powodów miałem sporo – zaporowa cena, oprogramowanie muzyczne które miałem już zakupione a którego wersji na OSX po prostu nie było (chodzi o FL Studio), mnóstwo czasu poświęconego na opanowaniu tegoż oprogramowania oraz to, że właściwie nikt z moich znajomych po prostu tego sprzętu nie używał.  Ba, nawet zobaczyć go w jakimś sklepie nie było szans (w moim mieście). Informacje o sprzęcie tej firmy traktowałem więc troszkę jako rodzaj pewnej „egzotyki”. Słyszałem o Macach, które radziły sobie gładko z mega rozbudowanymi projektami, o programie Logic za kilka tysięcy złotych, widziałem ten sprzęt na filmach u co drugiego „dużego” producenta. Generalnie – była to dla mnie nieosiągalna abstrakcja. Cieszyłem się ze swojego komputera – który złożyłem i pomimo tego, że praca na nim była codzienną walką, jakoś dawał radę.

Z czasem zacząłem pracę, więc zaczęły pojawiać się jakieś skromne dochody. Pewnego dnia, w jednej z sieci handlowych specjalizujących się w sprzedaży sprzętu wszelkiej maści zobaczyłem na ekspozycji notebook Apple. Zainteresowała mnie widoczna na pierwszy rzut oka jakość wykonania tego urządzenia, odstająca znacząco od każdego sprzętu obecnego w tym czasie na dziale z komputerami. Oczywiście odstająca w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Akurat szukałem laptopa, co prawda miał to być pewien upatrzony przeze mnie model VAIO – ale jak się okazało – dosłownie minutę przede mną ktoś go kupił (to był sprzęt z ekspozycji –  w świetnej cenie). Zawiedziony całą sytuacją, zacząłem rozglądać się za jakimś innym sprzętem. Akurat trafił się sprzedawca, który uświadomił mi kilka cech sprzętu Apple, o których nie miałem pojęcia. Przemawiała do mnie ta jakość wykonania, natomiast nie przemawiała do mnie w żaden sposób cena z uwagi na zastosowane podzespoły, które w porównaniu z laptopami w podobnej cenie były raczej … nieatrakcyjne.   To co finalnie skłoniło mnie do zakupu to cena Logic Pro 9 w wersji do pobrania – 179 euro!!!  Decyzja była bardzo szybka i po chwili  wszedłem w posiadanie sprzętu, który służy mi wiernie do tej pory i który mam nadzieję, będzie mi służył przynajmniej kolejne 3 lata.

Jakie są moje wrażenia po tych trzech latach?

Na samym początku  padło trochę przekleńst z mojej strony – pewne różnice między OSX a Windows były dla mnie ciężkie do zniesienia 😉

Po kilku dniach i kilku przeczytanych poradnikach w internecie, poruszałem się już dość sprawnie w makowym środowisku.  Pomijając kilka irytujących sytuacji (np. po włożeniu płyty do napędu system przestawał odpowiadać) – nigdy nie było absolutnie żadnych problemów.

Praca stała się bardzo przyjemna, a o pewnych czynnościach które były niemal obowiązkowe w przypadku komputerów z Windows – zapomniałem. Przestałem też prawie całkiem używać myszki – gładzik był do tego stopnia precyzyjny, że w większości sytuacji po prostu był od niej lepszy. Gesty gładzika to po prostu rewelacja, pod każdym względem. Niesamowita intuicyjność, wygoda i oszczędność czasu.

W zestawie spory pakiet bardzo użytecznego oprogramowania – GarageBand do nagrywania muzyki, który jest moim zdaniem znakomitym narzędziem, świetny iMovie – do edycji i montażu filmów, iPhoto do katalogowania i edycji zdjęć oraz mnóstwo innych, użytecznych programów.

Wiadomo, że są na rynku rozwiązania bardziej rozbudowane, ale szczerze mówiąc nie spotkałem się z sytuacją, żeby porównywalnej klasy narzędzia były po prostu dołączone do systemu.  Jedyną rzeczą na którą mógłbym ponarzekać – była dostępność i ceny gier 🙂 Ale nie do tego był ten sprzęt kupiony, więc i nie był to dla mnie żaden większy problem.

Po około 2 latach, wykonałem prostą operację, która znacząco zwiększyła wydajność mojego macbooka. Chodzi oczywiście o montaż dysku SSD, w miejsce oryginalnego HDD. Komputer dostał niesamowitego „kopa”. Wszystko uruchamia się dosłownie w sekundę.

Jeśli chodzi zaś o akumulator – aktualnie – po 3 latach intensywnego użytkowania, wskaźnik cykli pokazuje liczbę 869. Bateria „trzyma” bez problemu około 5 godzin ciągłego użytkowania (z włączonym wifi, jasność ekranu ustawiona na ok 60% z otwartymi kilkoma kartami przeglądarki, odtwarzaczem muzyki w tle, sporadycznie włączając jakiś filmik na yt).  „Zdrowie” baterii: 86%. Czyli nie jest źle 🙂

Ciąg dalszy nastąpi…

Moje wrażenia z użytkowania słuchawek SONY MDR-V55

W tym artykule postaram się przedstawić ciekawy model słuchawek, które posiadam już od kilku miesięcy i po tym czasie mogę śmiało powiedzieć, że zakup ich był jedną z lepszych decyzji jakie podjąłem w ciągu minionego roku.

Słuchawki zapakowane są w przezroczysty blister, który na półce w sklepie nie wyróżnia się szczególnie wśród innych modeli w podobnym przedziale cenowym. Po prostu zabezpiecza produkt przed uszkodzeniem, w dostatecznym stopniu.

Po wyjęciu z opakowania, rzeczą która rzuca się w oczy jest dość krótki, 1,2 m płaski przewód zakończony kątowym wtykiem mini-jack 3,5 mm. W opakowaniu zabrakło niestety adaptera do jacka 6,3 mm, co wydaje się już nieco dziwne, bo nawet w znacznie tańszych konstrukcjach taki adapter jest dodawany do zestawu w standardzie. A już na pewno w każdych słuchawkach kierowanych do  DJ’ów. Zabrakło również jakiegokolwiek etui czy woreczka, który byłby praktycznym dopełnieniem zestawu.

Na tym jednak wady się kończą.

Same słuchawki sprawiają wrażenie dość solidnie wykonanych, dominuje plastik a sam pałąk jest wykonany z metalu. Pewne obawy miałem co do trwałości okrągłych przegubów (patrz zdjęcie), ponieważ w poprzednim, popularnym modelu MDR-V700 był to nagminnie psujący się element.

Popularnym zabiegiem było zakładanie w tym miejscu plastikowych zacisków, by uchronić słuchawki przed nagłym rozpadem na części. W związku z tym, zastosowanie podobnego jak      u poprzednika rozwiązania konstrukcyjnego w nowym modelu, wywołało u mnie mieszane odczucia. Na szczęście – po ok. 10 miesiącach użytkowania mogę powiedzieć                                 że nie zaobserwowałem żadnych pęknięć na tym elemencie, ani w żadnej innej części słuchawek. Nie stwierdziłem też, by mój egzemplarz skrzypiał czy trzeszczał przy poruszaniu nausznikami lub składaniu.

Pałąk słuchawek pokryty jest z zewnątrz przyjemną w dotyku, miękką gumą, na której widnieje duże logo producenta. Jakość plastiku na muszlach jest przyzwoita, ma lekko porowatą strukturę i dzięki temu nie „łapie” odcisków palców ani drobnych rys. Nie zauważyłem też ścierającej się farby ani nadruków. Poduszki są miękkie, dość zdecydowanie przylegają do uszu.

MDR-V55 posiadają obrotowe nauszniki, ułatwiające odsłuch jednym uchem, oraz składaną konstrukcję, która w dużym stopniu ułatwia transportowanie urządzenia.

Przewód jest wyprowadzony jednostronnie, z lewego nausznika, co jest bardzo wygodne            w codziennym użytkowaniu. Również zastosowanie płaskiego przewodu zasługuje na pochwałę, gdyż eliminuje jego plątanie i skręcanie, a co za tym idzie również w pewnym stopniu przedłuża żywotność urządzenia, jak i oszczędza czas i nerwy samego użytkownika.

Produkt ten występuje w kilku wariantach kolorystycznych:

– białym

– czarnym

– czerwonym

– niebieskim

Słuchawki kupiłem z nastawieniem na użytek głównie mobilny, do słuchania muzyki                    ze smartfona lub laptopa. I muszę przyznać, że w tej roli spisują się świetnie. Co prawda nie izolują tak dobrze jak np. AKG K518DJ, lecz bez żadnych modyfikacji brzmią od nich zdecydowanie bardziej naturalnie oraz są w moim odczuciu wygodniejsze i praktyczniejsze (choćby z uwagi na kabel).

Są dość uniwersalne, więc sprawdzą się w różnych gatunkach muzycznych.

W przypadku muzyki klubowej, hip-hopu, nowoczesnego popu i pokrewnych – naprawdę „dają czadu”. Solidny, mocny bas, precyzyjny, bez żadnego „buczenia”, klarowne tony średnie i wysokie. Przestrzeń jak na słuchawki zamknięte też robi bardzo pozytywne wrażenie.

Dzięki niskiej impedancji i wysokiej skuteczności, wynoszącej 105 dB/mW słuchawki zagrają głośno nawet ze słabszych odtwarzaczy. Oczywiście podpięcie ich pod średniej klasy kartę dźwiękową (np. Audiotrak Maya u5) czy wzmacniacz słuchawkowy od razu skutkuje zauważalnym wzrostem jakości odsłuchu. Dzięki wynoszącej 1000 mW mocy wejściowej, doskonale sprawdzą się także w klubie, bez ryzyka szybkiego spalenia wkładek. Nawet               na bardzo wysokich poziomach słuchawki nie wykazują tendencji do przesteru. Słychać, że projektowano je z myślą o użyciu w klubie.

Dużym plusem jest również znakomity wygląd tego modelu. Moim zdaniem, mają idealny rozmiar, nie odstają zbytnio od głowy, dzięki czemu nie rzucają się jakoś strasznie w oczy, a           z drugiej strony prezentują się bardzo efektownie. Krótki kabel – jest jednocześnie wadą i zaletą. Przy sprzęcie przenośnym – długość 1.2 m jest moim zdaniem idealna. Przy użytku w domu lub w klubie – przyda się dodatkowy przedłużacz.

Podsumowując, uważam Sony MDR-V55 za jeden z najciekawszych modeli zamkniętych               w przedziale cenowym do 300 pln. Tym bardziej, że bez problemu można je kupić w cenie grubo poniżej 200 pln. Cena w tym przypadku naprawdę bardzo przystępna, zważywszy na fakt, że otrzymujemy świetnie grające słuchawki o niebanalnym wyglądzie, które doskonale poradzą sobie w klubie, na ulicy, w metrze, w studio, czy też przy zwykłym odsłuchu w domu. Mówiąc krótko – bardzo przemyślana i udana konstrukcja!

Dane techniczne:

Typ: Dynamiczne, zamknięte

Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 25000 Hz

Impedancja: 40 Ohm

Czułość: 105 dB/mW

Maksymalna moc wejściowa: 1000 mW

Waga: 220g (bez kabla)